Kilkaset metrów kwadratowych wystarczy, by stworzyć gęsty, wielowarstwowy ekosystem przypominający naturalny las. Kilka lat temu o lasach Miyawaki słyszeli jedynie architekci krajobrazu i ekolodzy. Dziś mikrolasy, zwane też lasami kieszonkowymi, rosną w ponad 3000 miejsc na świecie – przy osiedlach, szkołach, biurowcach, fabrykach i parkingach. Metoda opracowana przez japońskiego botanika Akirę Miyawakiego zyskuje na popularności także w Polsce.
Lasy Miyawaki sadzi się gęsto i chaotycznie – dokładnie tak, jak tworzy je natura
Mikrolasy dają cień, tłumią hałas, obniżają temperaturę, zatrzymują wodę, przyciągają ptaki i owady. Pomagają miastom oddychać.
Mały las, wielka zmiana
Jeszcze niedawno był tu beton, wyschnięta trawa, zapomniany skrawek ziemi między parkingiem a blokiem. Teraz rośnie gęsty zagajnik, w którym słychać ptaki, czuć wilgoć i wyraźnie niższą temperaturę. Tak właśnie wyglądają mikrolasy – niewielkie, ale niezwykle intensywne ekosystemy, które szturmem zdobywają miasta na całym świecie.
W czasach, gdy polskie miasta coraz mocniej odczuwają skutki tzw. miejskich wysp ciepła, rośnie zainteresowanie rozwiązaniami opartymi na naturze. Nie chodzi już tylko o estetykę. Zieleń ma pełnić konkretne funkcje: chłodzić, poprawiać jakość powietrza, magazynować wodę i zwiększać odporność miast na zmiany klimatu. Dlatego właśnie coraz częściej mówi się o lasach Miyawaki.

Miasto potrzebuje czegoś więcej niż trawnika
Przez lata miejska zieleń była projektowana głównie „porządkowo”: równo przystrzyżony trawnik, kwiatki, kilka drzew, trochę krzewów. Problem w tym, że taki krajobraz słabo radzi sobie z ekstremalnymi temperaturami i suszą. Coraz częściej też się okazuje kosztowny w utrzymaniu.
Mikrolasy działają inaczej. Są gęste, wielowarstwowe, dzikie i przypominają naturalny las. Dzięki temu lepiej zatrzymują wilgoć, szybciej budują bioróżnorodność i tworzą własny mikroklimat. W praktyce oznacza to więcej cienia, mniej nagrzanego betonu i bardziej przyjazną przestrzeń dla mieszkańców. Lasy kieszonkowe przyczyniają się też do zazieleniania szkolnych podwórek, gdzie powstają zielone sale lekcyjne i przestrzenie kontaktu z naturą (ForestLaby).
Architekt krajobrazu dr Kasper Jakubowski, jeden z popularyzatorów metody Miyawakiego w Polsce, nazywa mikrolasy „urbanistyczną akupunkturą”. Niewielkie zielone enklawy mają punktowo poprawiać funkcjonowanie miasta – szczególnie tam, gdzie nie ma szans na klasyczny park. Podkreśla również, że wspólne sadzenie integruje lokalne społeczności, a widoczne z roku na rok efekty są dowodem na to, że nawet na małym skrawku ziemi możemy realnie pomóc planecie.
Las, który rośnie szybciej
Metodę sadzenia mikrolasów opracował Akira Miyawaki w latach 70. XX wieku. Zauważył, że naturalne, wielogatunkowe lasy są znacznie bardziej odporne i stabilne niż monokultury czy tradycyjne nasadzenia.
Jego pomysł był prosty: skoro natura tworzy gęste, wielopiętrowe ekosystemy, to trzeba ją po prostu naśladować – ale przyspieszając ten proces.
Dlatego w lasach Miyawaki sadzi się wiele gatunków bardzo blisko siebie: zwykle od trzech do pięciu sadzonek na metr kwadratowy. Według różnych badań i obserwacji „z natury” takie mikrolasy mogą rosnąć nawet kilka razy szybciej niż tradycyjne nasadzenia. Już po 2–3 latach zaczynają przypominać gęsty zagajnik, a po dekadzie osiągają formę dojrzałego małego lasu.

Na czym polega metoda Miyawakiego?
Kluczowe są trzy elementy: odpowiednia gleba, rodzime gatunki i bardzo gęste nasadzenia.
Najpierw dokładnie analizuje się teren. Sprawdza się strukturę gleby, jej wilgotność i warunki siedliskowe. Potem ziemię głęboko się spulchnia i wzbogaca dużą ilością materii organicznej – kompostem, zrębkami, słomą czy martwym drewnem, tworząc podłoże przypominające żyzną glebę leśną. Zatrzymuje ono wodę deszczową i sprzyja rozwojowi mikroorganizmów oraz grzybni.
Dopiero wtedy się sadzi rośliny. Ważne, by były to gatunki rodzime i lokalne – takie, które naturalnie występują w danym regionie. W polskich realizacjach pojawiają się m.in. dęby, graby, lipy, jawory, buki, jarzęby czy dzikie odmiany drzew owocowych.
Roślin nie sadzi się w równych rzędach. Przeciwnie – układ ma być możliwie naturalny i chaotyczny. Las ma wyglądać tak, jakby wyrósł sam.
Nie „ładne drzewka”, tylko ekosystem
To jedna z najważniejszych różnic między mikrolasem a klasycznym skwerem. W metodzie Miyawakiego nie chodzi o dekorację, lecz o stworzenie samowystarczalnego ekosystemu.
Dlatego w takich lasach ogromne znaczenie mają także krzewy, runo leśne, grzyby i mikroorganizmy glebowe. Coraz częściej wykorzystuje się również mikoryzę, czyli naturalne powiązania między korzeniami roślin a grzybami.
Efekty bywają zaskakujące. Badania prowadzone w Holandii wykazały, że w niewielkich mikrolasach pojawiają się setki gatunków owadów i zwierząt. Takie miejsca szybko się stają ostoją bioróżnorodności. Jednocześnie poprawiają retencję wody. Gęsta roślinność i ściółka działają jak gąbka – zatrzymują deszczówkę i ograniczają przesuszanie terenu.
Mikrolasy w Polsce
Pierwszy polski las Miyawaki powstał w 2021 roku w Rozwarowie (Zachodniopomorskie) dzięki Fundacji Perspektywa. Posadzono tam 4500 drzew i krzewów. Dziś mikrolasy rosną już w całym kraju (w 2025 roku było ich 25).

W Krakowie pierwszy las kieszonkowy założono w Bronowicach, kolejne w Zabłociu, Prądniku Białym i w Mistrzejowicach. Warszawa może się pochwalić dwoma lasami Miyawaki – na terenie kampusu SGGW oraz w Parku Akcji „Burza” przy Kopcu Powstania Warszawskiego. W Gdańsku jest już dziesięć lasów kieszonkowych (m.in. w Ujeścisku-Łostowicach, na Jasieniu i Oruni). Na Górnym Śląsku mikrolasy posadzono m.in. w Rybniku i Katowicach, w Wielkopolsce np. w Poznaniu (na Ratajach i Wildze), Luboniu, Tarnowie Podgórnym.
Coraz częściej w zakładanie lasów metodą Miyawakiego angażują się firmy i samorządy. Powód jest prosty: mikrolas nie tylko poprawia wizerunek miejsca, ale realnie wpływa na komfort użytkowników.
Czy las Miyawaki ma wady?
Choć idea brzmi bardzo atrakcyjnie, eksperci podkreślają, że metoda nie jest cudownym remedium na wszystkie problemy miast.
Największym błędem jest niewłaściwy dobór gatunków. Jeśli się posadzi rośliny obce lub źle dopasowane do siedliska, z pominięciem wielopiętrowości mikrolasu, cały ekosystem może działać gorzej.
Problemem bywają też początkowe koszty – przygotowanie gleby, zakup sadzonek i pielęgnacja wymagają sporych nakładów finansowych i organizacyjnych. Mikrolas potrzebuje odpowiedniej opieki na początku – szczególnie odchwaszczania i uzupełniania ściółki. Dopiero po 2–3 latach staje się praktycznie samowystarczalny.
Problemem są również pozorne oszczędności i odchodzenie od założeń metody Miyawakiego – przez zbyt płytkie lub niepełne przygotowanie gleby czy niewystarczające ściółkowanie.
Niektórzy krytycy zwracają też uwagę, że niewielkie lasy nie zastąpią dużych terenów zielonych ani naturalnych lasów. Zwolennicy odpowiadają wtedy, że nie o zastępowanie tu chodzi, lecz o uzupełnianie miejskiego krajobrazu tam, gdzie na rozleglejsze tereny zielone nie ma miejsca.
Las Miyawaki w liczbach
- 50 m kw. już wystarczy, by stworzyć mikrolas
- 3–5 sadzonek na 1 m kw.
- nawet 30 różnych gatunków roślin
- wzrost 2–10 razy szybszy niż w tradycyjnych nasadzeniach
- do 18 razy większa bioróżnorodność
- nawet 7°C chłodniej przy podłożu mikrolasu niż na sąsiednim trawniku
- ok. 250 kg dwutlenku węgla rocznie może pochłaniać mikrolas o powierzchni 200 m kw.
- 3 lata – tyle czasu las wymaga opieki, zanim się stanie bezobsługowy
Zieleń, która chłodzi miasto
Lasy Miyawaki wpisują się w szerszy trend odchodzenia od betonozy i projektowania miast odporniejszych na zmiany klimatu. Obok parków, łąk kwietnych, zielonych dachów czy ogrodów deszczowych stają się elementem nowoczesnego myślenia o przestrzeni. Zieleń w mieście nie jest już bowiem luksusem ani dekoracją. Coraz częściej się staje infrastrukturą równie ważną jak drogi czy sieci energetyczne.
Przez dekady sądziliśmy, że las potrzebuje setek lat, by dojrzeć. Akira Miyawaki udowodnił, że dzięki naukowemu podejściu do gleby i rodzimych gatunków możemy ten proces skrócić do dekady. To propozycja dla nowoczesnych miast, które chcą realnie poprawić mikroklimat i jakość życia mieszkańców „tu i teraz”. Bo czasem wystarczy naprawdę niewiele – kawałek zaniedbanego terenu wielkości boiska – żeby po kilku latach powstała zielona enklawa, która daje cień, chłód, wilgoć i odrobinę dzikiej natury w samym środku miasta.
