Pożegnanie z węglem

05-10-2020

Ostatnia polska kopalnia zostanie zamknięta w 2049 roku. Tak wynika z porozumienia zawartego 25 września 2020 roku między górniczymi związkami zawodowymi a rządem. Straty nierentownych kopalń pokryje budżet państwa, roczne dotacje sięgną 1 mld zł.

Kopalnia Rydułtowy, powstała w końcu XVIII wieku, zakończy wydobycie węgla kamiennego w 2043 roku

Dominik Kolorz, szef śląsko-dąbrowskiej „Solidarności”, ogłosił, że rząd i związkowcy podpisali dobre porozumienie, choć „nie ma się do końca z czego cieszyć”. 

– To oznacza likwidację jednej z najważniejszych branż w historii Rzeczpospolitej Polskiej. Porozumienie daje jednak maksymalne warunki bezpieczeństwa pracownikom kopalń oraz maksymalne warunki funkcjonowania tych kopalń – przyznał Kolorz.

Strony uzgodniły, że ostatnia kopalnia zaprzestanie wydobycia węgla w 2049 roku.

Kalendarz zamykania

Pierwsza, w 2021 roku ma zostać zamknięta kopalnia Pokój, w której wyczerpują się zasoby węgla. Także w przyszłym roku, przez połączenie z Murcki-Staszic, rozpocznie się likwidacja kopalni Wujek. Zakład będzie działał do 2039 roku. W 2023 roku z kopalń Bielszowice i Halemba zostanie utworzone jedno przedsiębiorstwo, które ma funkcjonować do roku 2034.

W 2028 roku zakończy eksploatację Bolesław Śmiały, rok później – Sośnica, w 2035 roku – Piast, w 2037 roku – Ziemowit, w 2040 roku – Bobrek (należy do państwowej grupy Węglokoks), w 2041 roku – Mysłowice-Wesoła.

Jako ostatnie zakończą działalność kopalnie ROW – Rydułtowy w 2043 roku, Marcel w 2046 roku, Chwałowice i Jankowice w roku 2049.

Na razie brak ustaleń dotyczących zasad funkcjonowania i zamykania kopalń należących do Taurona Wydobycie.

Nie będzie zwolnień górników

Porozumienie gwarantuje zatrudnionym pod ziemią i w zakładach przeróbczych pracę do emerytury. Jeśli przeniesienie górników do innych kopalń nie będzie możliwe, zostaną objęci systemem osłon socjalnych: urlopu górniczego (do 4 lat), urlopu dla pracowników przeróbki mechanicznej (do 3 lat) lub jednorazowej odprawy pieniężnej.

Kopalnie mają być subsydiowane przez państwo, co w praktyce oznacza pokrywanie strat na produkcji. Na początku będą to kwoty rzędu 1 mld zł rocznie, wraz z zamykaniem zakładów suma dotacji zmaleje.

– Transformacja branży ma być oparta na modelu niemieckim. To pozwoli na to, żeby energetyka funkcjonowała po niższych kosztach, żeby nie było drastycznych podwyżek cen energii – powiedział Kolorz. 

Wiceminister aktywów państwowych Artur Soboń zobowiązał się, że do 15 grudnia 2020 roku zostanie przygotowana umowa społeczna regulująca transformację sektora górniczego. Ten dokument musi notyfikować Komisja Europejska.

Czy KE się zgodzi, żeby rząd dopłacał do działalności kopalń do 2049 roku?

  – Takiej zgody nie będzie – twierdzi Joanna Flisowska, koordynatorka zespołu ds. klimatu i energii w Greenpeace Polska. – Górnictwo w Polsce jest nieopłacalne, a żeby zatrzymać kryzys klimatyczny musimy odejść od spalania węgla najpóźniej do 2030 roku. Górnicy dostali mgliste obietnice zamiast strategicznego planu, który objąłby m.in. przebranżowienie i tworzenie nowych miejsc pracy poza sektorem wydobywczym – dodaje Flisowska.

Innego zdania jest Jerzy Markowski, szef Stowarzyszenia Inżynierów i Techników Górnictwa, były wiceminister gospodarki w rządzie Jerzego Buzka, który prognozuje, że za 29 lat polska energetyka nie przestanie używać węgla kamiennego. Będzie to jednak głównie węgiel importowany albo wydobywany w prywatnych kopalniach. 

Jak to w Polsce z węglem było

Polskie górnictwo węgla kamiennego ma długą historię. Złoża występują w trzech zagłębiach. Wydobycie jest prowadzone w dwóch: górnośląskim i lubelskim. Na Dolnym Śląsku eksploatację zakończono w 2000 roku. 

Największe ilości węgla wydobywano za PRL-u, na przełomie lat 70. i 80. XX wieku – przyjmuje się, że nawet 200 mln ton rocznie. 

Wśród działających jeszcze kopalń są kilkusetletnie zakłady, jak np. Murcki w Katowicach, którego początki sięgają II połowy XVIII wieku oraz Rydułtowy z końca XVIII wieku. Z XIX wieku pochodzi kopalnia Marcel w Radlinie. Ponad sto lat liczą zakłady: Jankowice oraz Sośnica w Gliwicach.
Tuż przed II wojną światową rozpoczęto prace nad uruchomieniem przemysłowej produkcji węgla na Lubelszczyźnie, ostatecznie kopalnia Bogdanka zaczęła działać pod koniec 1982 roku. 

Najmłodszą kopalnią węgla jest Budryk w Ornontowicach – z 1994 roku. Dyrektorem kopalni został wówczas przywołany wyżej Jerzy Markowski.

Węgiel brunatny jest wydobywany od XVII wieku na obszarze obecnego pogranicza Polski, Niemiec i Czech. Do końca XIX wieku działało tu ponad 100 niewielkich kopalń podziemnych, w 1905 roku powstała pierwsza kopalnia odkrywkowa Herkules, czynna do dziś jako Turów.Największą kopalnią węgla brunatnego jest zakład w Bełchatowie z lat 80. XX wieku – wydobywa się tu ponad 50 proc. krajowej produkcji. 

Wielka reforma górnictwa

Kłopoty z rentownością polskich kopalń zaczęły się po 1989 roku, po przejściu od planowania centralnego do gospodarki rynkowej. Główne przyczyny: topniejące zapotrzebowanie, przerost zatrudnienia, tani węgiel na rynkach zagranicznych pozyskiwany metodą odkrywkową. 

Pod koniec lat 90. XX wieku rząd Jerzego Buzka przystąpił do restrukturyzacji górnictwa. Janusz Steinhoff, wtedy wicepremier i minister gospodarki, lubi porównywać ją do reform Margaret Thatcher. Podkreśla jednak, że rząd Buzka restrukturyzację przeprowadził dwa razy szybciej niż Thatcher, o wiele taniej i przy mniejszym oporze społecznym. 

Zamknięto 23 kopalnie, z pracy dobrowolnie odeszło ponad 100 tys. górników, w latach 1998–2000 z państwowych środków na wsparcie branży popłynęło 4,36 mld zł.

Ostatecznie od 1989 do 2006 roku liczba kopalń zmniejszyła się z 70 do 32, produkcja węgla – ze 177 mln do 94 mln ton, a zatrudnienie – z 416 tys. do 119 tys. osób. 

Kopalnię Prosper-Haniel zamknięto w Niemczech jako ostatnią w 2018 roku
Jak się Niemcy rozstawali z węglem

Dominik Kolorz powiedział, że transformacja górnictwa ma być oparta na modelu niemieckim. W 2018 roku Niemcy zamknęli kopalnie węgla kamiennego, do 2038 roku mają działać kopalnie węgla brunatnego. Sprawdźmy, jak nasi sąsiedzi się żegnali z węglem. 

RFN i NRD łącznie najwięcej węgla kamiennego wydobywały w latach 50., węgla brunatnego zaś – w połowie lat 80. XX wieku. 

Zjednoczenie Niemiec i przełom polityczny spowodowały w górnictwie daleko idące zmiany. W roku 1992 wydobycie węgla spadło o 100 mln ton w porównaniu z rokiem 1985, a do końca XX wieku pracę straciło ponad 100 tys. górników.

Na początku XXI wieku w niemieckim górnictwie zatrudnionych było ponad 75 tys. osób, w 2019 roku – niewiele ponad 20 tys. 

Historia wydobycia węgla kamiennego w Niemczech, to głównie historia rozwoju Zagłębia Ruhry, jednego z najbardziej uprzemysłowionych regionów Europy. Prawdziwe górnictwo zaczęło się tam w latach 20. XIX wieku, kiedy powstały pierwsze pionowe szyby, połączone poziomymi chodnikami. Ważnym elementem historii niemieckiego górnictwa jest napływ polskich pracowników z zaboru pruskiego, m.in. do kopalni Prosper-Haniel w pobliżu miejscowości Bottrop. Wielu mieszkańców okolicznych miejscowości nadal nosi polskie lub polsko brzmiące nazwiska. 

W porównaniu z gwałtownym uprzemysłowieniem Zagłębia Ruhry w XIX wieku, czas I wojny światowej i międzywojnia były okresem stagnacji. Wszystko zmieniło się z początkiem II wojny światowej, kiedy to tutejsze fabryki masowo produkowały broń dla Wehrmachtu. 

Po wojnie, w połowie lat 50. XX wieku, w górnictwie pracowało ponad 600 tys. osób, wydobywano 150 mln ton węgla kamiennego. 

Parę lat później pojawiły się pierwsze oznaki kryzysu. Od końca lat 50. zaczęło się zmieniać nastawienie Niemców, głównie mieszkańców Zagłębia Ruhry, do górnictwa i przemysłu ciężkiego – z powodu powszechnego zatrucia powietrza, rzek i wód gruntowych, smogu, chorób układu oddechowego. Dodatkowo wzrastało znaczenie ropy i gazu, koleje wymieniły lokomotywy węglowe na diesle, a mieszkańcy zastępowali piece węglowe – olejowymi.

Pierwsze kopalnie węgla kamiennego zamknięto w 1968 roku. Do roku 1980 z 173 kopalń zostało tylko 40. Niemieckie kopalnie,  uzależnione od dopłat państwowych, stały się nieopłacalne. Temat ich likwidacji podjęto, gdy Margaret Thatcher przeprowadziła radykalną reformę brytyjskiego górnictwa. Niemcy wybrali jednak inną niż Brytyjczycy drogę – zdecydowali się na subsydiowane i rozłożone w czasie odejście od węgla. Głównym celem było uniknięcie masowych zwolnień, nawet wysokim kosztem. W 2001 roku utrzymanie jednego górniczego miejsca pracy kosztowało 82 tys. euro. 

Budżet federalny i kraje związkowe dopłacały początkowo do wydobycia węgla kamiennego prawie 2,5 mld euro rocznie. Kwota ta spadała z czasem, do mniej niż 1 mld euro w ostatnich latach.Z okazji zamknięcia w 2018 roku ostatniej kopalni węgla kamiennego, ponad 150-letniej Prosper-Haniel, górnicy przekazali niemieckiemu prezydentowi Frankowi-Walterowi Steinmeierowi ostatnią bryłę węgla wydobytą w tej kopalni. Wręczał ją górnik z 42-letnim stażem, który pracę w kopalni rozpoczął jako czternastolatek. Górnikami byli także jego ojciec i dziadek. Obecnie pracuje jako przewodnik wycieczek szkolnych po terenie kopalni. Nosi znajomo brzmiące nazwisko –  Rudnik. Horst Rudnik.

Do biur wracamy powoli

24-09-2020

Dużo się teraz dyskutuje o przyszłości biurowców. Czy nadal będziemy potrzebować biur, skoro praca z domu tak świetnie się sprawdza?

Polacy pokochali pracę zdalną. Prawie połowa z nas chciałaby tak nadal pracować. O powrocie do biura na pięć dni mówi niewiele ponad 3 proc. Czy pandemia postawiła świat biurowców na głowie?

Czytaj dalej